Marek Rutowski - Mistrz Polski niesłyszących w tenisie stołowym

Marek Rutowski - UMKSN Poznań
Piętnaście lat temu mały, niesłyszący chłopiec ucieka z zajęć na pływalni i zakrada się do świetlicy, gdzie jego starsi koledzy ćwiczą grę w tenisa stołowego. Podchodzi do nich i sięga po rakietkę. Dziś dwudziestoczteroletni Marek Rutowski jest dwukrotnym mistrzem Polski w tenisie stołowym osób niesłyszących, a na swoim koncie posiada sześćdziesiąt medali oraz około trzydziestu pucharów.
Dzieciństwo
Markowi w dzieciństwie zaaplikowano gentamycynę, antybiotyk, który może uszkadzać nerwy słuchowe. Gdy ma rok, choruje na zapalenie płuc i poddany zostaje leczeniu. Słuchu nie udaje się już uratować, mimo to, rodzice posyłają go do szkoły podstawowej. Chłopiec wytrzymuje tam rok, niemożność normalnej komunikacji słownej okazuje się być barierą nie do przebycia. Drugą klasę rozpoczyna już w szkole dla niesłyszących.
Ośrodek Szkolno-Wychowawczy dla Dzieci Niesłyszących im. Józefa Sikorskiego w Poznaniu to specjalistyczna placówka, gdzie dzieci mają zapewnioną kompleksową opiekę, łącznie z zakwaterowaniem. Marek szkoli tam umiejętność posługiwania się językiem migowym. Dziś to jego podstawowy środek komunikacji. Uczy się też czytać z ust, co usprawnia jego komunikację z innymi. Czasem i to zawodzi, wtedy zostaje kartka i długopis. Zdarza się, że ludzie biorą go za obcokrajowca, który mówi po angielsku.
Ping pong
Tenis stołowy to jego pasja. Jego przygoda z ping pongiem zaczyna się, gdy dostaje od ojca na Gwiazdkę kasety magnetofonowe. Układa je, jedną obok drugiej, na całej szerokości stołu i tworzy prowizoryczną siatkę. Na początku gra z ojcem. Gdy ląduje w szkole na Śródce, trafia pod opiekę trenera. Wiesław Sommerfeld od razu zauważa jego potencjał i z zajęć na pływalni przepisuje go na treningi ping ponga. Sportowa kariera Marka nabiera tempa. W wieku 12 lat trafia do klubu sportowego dla słyszących. Pięć lat później wstępuje do kadry Polski Niesłyszących, trafia pod opiekę trenera Wiesława Pięty i wyjeżdża na Mistrzostwa Europy dla niesłyszących do Budapesztu. W 2005 roku bierze udział w Olimpiadzie w Australii. Dwa lata później zajmuje drużynowe trzecie miejsce na Mistrzostwach Europy w Malmo. Po raz pierwszy w historii niesłyszący Polacy stają wtedy na podium. W 2008 roku Marek zajmuje drużynowe siódme miejsce w Mistrzostwach Europy w Bułgarii. W tym samym roku zostaje też dwukrotnym Mistrzem Polski w tenisie stołowym (w singlu i w deblu), rok później powtarza ten sukces. W międzyczasie jedzie z drużyną na Olimpiadę w Tajwanie, gdzie plasują się na ósmym miejscu, wśród dwudziestu pięciu krajów świata.
Rok 2010 to czas bez wielkich imprez sportowych, na których można by zgarnąć kolejne medale. W 2011 roku Mistrzostwa Europy odbędą się w Częstochowie. Za trzy lata Marek leci na Olimpiadę w Atenach.
Smak goryczy
Nie zawsze jest tak pięknie. W 2001 roku piętnastoletni wówczas Marek ma jechać na Olimpiadę do Rzymu. Jest czwartym najlepszym zawodnikiem z polskiej kadry. Zamiast niego do Rzymu jedzie jednak chłopak osiągający gorsze wyniki. Dwa miesiące później, podczas treningu na obozie Marek udowadnia, że to właśnie jemu należało się miejsce w reprezentacji. Okazuje się też, że tamten zawodnik to znajomy kierownika kadry. Kierownik zostaje zwolniony, na kolejną Olimpiadę jedzie już Marek.
Treningi
Tenis stołowy to dyscyplina, w której niesłyszący zawodnicy mają zdecydowanie trudniej, niż słyszący. Pierwsze miejsce w grupie niesłyszących to zaledwie setne miejsce w grupie słyszących. Ci ostatni nie tylko widzą ruch piłeczki, ale słyszą też dźwięk jej odbijania się i z której strony nadlatuje. Osoby niesłyszące mogą liczyć tylko na wzrok. Muszą więc być bardzo odporne psychicznie i doskonale widzieć. Ważne jest też opanowanie. Marek wspomina, iż jego trener bardzo pilnuje podopiecznych. Wpaja im, że podczas gry trzeba się maksymalnie zrelaksować i absolutnie nie można się denerwować. Liczy się doskonalenie techniki, a nie prosta, fizyczna gra. Z trenerem porozumiewa się czytając z ust. Nie ma problemów z komunikacją między nimi, nie ma też konfliktów.
Marek ma dar zjednywania ludzi do sportu. Gdy w 2007 roku zostaje kierownikiem kadry, siłą perswazji przekonuje jednego z zawodników do wyjazdu na Mistrzostwa Europy w Malmo. Podobna sytuacja ma miejsce w 2009 roku, gdy udziału w treningach odmawia Maria Huczyńska. Dziś jest Markowi wdzięczna.
Wojaże
Życie sportowca, to ciągłe rozjazdy. W pamięci Marka utrwalają się szczególnie dwie wyprawy – do Australii i na Tajwan. Do Australii lot zajmuje prawie całą dobę. Na miejscu jest super pogoda, Marek ma okazję zobaczyć kangury, koalę, kopalnię złota, widzi 12-stu kamiennych Apostołów, a także zwiedza Melbourne. Na Tajwanie z kolei zaskakuje świetna organizacja zawodów, na poziomie podobnym jak dla pełnosprawnych sportowców. Niestety, czterdziestostopniowa gorączka w połączeniu z wilgotnością powietrza dochodzącą do 80 procent nie pozwalają w pełni cieszyć się z wyjazdu. Tamtejszy klimat wymaga zmiany podkoszulka co piętnaście minut. Są też plusy – Marek chwali sobiazjatycką kuchnię. Oprócz codziennego ryżu, serwuje się tam wszelkiego rodzaju owoce morza. Ośmiornice nie mają żadnego smaku, małży nie idzie pogryźć, trzeba je połykać. Najsmaczniejsze są homary, które smakują jak kurczak. Aby się jednak nimi nasycić, trzeba zjeść co najmniej osiem naraz, tak mało mają mięsa. Nic dziwnego, że od tamtejszego jedzenia Marek chudnie.
Na Tajwanie przyjmowano ich jak gwiazdy. Byłem w szoku, gdy na lotnisku w Tajpej podbiegły do nas młode dziewczyny i chciały autografy – mówi Marek ze śmiechem, pokazując zdjęcia. Samo otwarcie olimpiady to niesamowite widowisko. Zupełnie jak na olimpiadzie dla pełnosprawnych sportowców, którą można oglądać w telewizji. Zawodnicy z wszystkich stron świata pojawiają się w narodowych strojach, co tworzy barwną mieszankę kulturową.
Przed i po zawodach jest czas na integrację z innymi uczestnikami. Kontaktują się za pomocą pantomimy. Język migowy, podobnie jak język mówiony, jest różny w poszczególnych krajach. Niewielu zna odmianę międzynarodową. Pantomima jest o tyle ciekawa, iż z uwagi na odmienność kulturową, istnieją różnice w pojmowaniu gestów. W Indiach na przykład, odwrotnie niż w innych krajach, na „tak” kręci się przecząco głową. Wszystkie te różnice prowokują zabawne sytuacje.
Codzienność
Dzień Marka zaczyna się wcześnie rano. Do godzin popołudniowych spędza czas w szkole, przygotowując się do matury. Później są zajęcia sportowe z małymi niesłyszącymi dziećmi. Od 2006 roku Marek ma uprawnienia instruktora dyscypliny sportu w tenisie stołowym. Jest najmłodszym instruktorem dla niesłyszących w Polsce. Praca nie jest łatwa, ciąży na nim duża odpowiedzialność i czasem ciężko jest zapanować nad grupą rozbieganych dzieci. W międzyczasie są obowiązkowe dwie godziny treningu tenisa. Do pokoju hotelowego Klubu Sportowego Warta, w którym mieszka, wraca późnym wieczorem. Taki kierat trwa już od bardzo dawna. Z tego powodu Marek ma niewiele czasu na rozrywki, lub chociażby zwyczajną rozmowę z kolegami.
Co dwa tygodnie Markowi trafia się wolny weekend. Wtedy zwykle jedzie do rodzinnego Jaraczewa. Jest czas na wypad do kina, grę w piłkę nożną czy spotkania ze znajomymi. Koledzy trochę zazdroszczą mu darmowych wyjazdów za granicę, nie wszyscy rozumieją, że ciężko na to pracuje. Nie zmienia to jednak faktu, że są dumni z jego sukcesów i kibicują mu. Tak samo dumna jest matka Marka. Początkowo nie wierzyła w niego, była zaskoczona gdy zaczął zdobywać medale. Teraz jest jego menedżerem i to jej zawsze dziękuje, gdy wygrywa zawody.
Jako sportowiec, Marek ma otwarte drzwi do wielu znanych osobistości świata sportu i polityki. Ma okazję poznać Natalię Partykę, niepełnosprawną medalistką w tenisie stołowym. Do dziś utrzymuje z nią kontakt. Trzy lata temu dostaje osobiste gratulacje od ministra sportu, Tomasza Lipca. W latach 2008/2009 zostaje najlepszym niesłyszącym sportowcem w powiecie jarocińskim, dwa razy otrzymuje gratulacje od starosty oraz od marszałka wojewódzkiego – Marka Woźniaka. Otrzymuje też stypendia sportowe.
Plany na przyszłość? To chyba jasne – zdobyć medal na Olimpiadzie. Najlepiej tej najbliższej – w Atenach. Nie musi być złoto, wystarczy chociaż brąz. Ważne, żeby był medal. Gdy już go zdobędzie, będzie mógł przejść na emeryturę. Wtedy zostanie trenerem tenisa z prawdziwego zdarzenia.
Sesja zdjęciowa z treningu Marka do zobaczenia tutaj.
Mariola Hanusek
- 1338 odsłon
- Miniaturka





